Filipiny

Na wycieczkę na Filipiny wybraliśmy się w listopadzie. W Polsce ciemno, zimno i mokro, a tam ciepło, jasno i przyjemnie. Wprawdzie prognozy straszyły nas, że może padać, ale szczęśliwie deszcze i tropikalne burze nie zakłóciły nam pobytu. Po dość długim locie (przez Dubaj) dotarliśmy do Hongkongu. Dwa wieczory i jeden dzień nie pozwoliły nam na lepsze poznanie tego przeogromnego miasta, ale zobaczyliśmy i betonowy Hongkong, zabudowany do granic możliwości, pełen futurystycznych wieżowców i 70-metrowych budynków mieszkalnych, i jego zieloną stronę, z kolejką linową na wyspę Lantau i górującym nad wszystkim i wszystkimi Wielkim Posągiem Buddy – Tian Tan. Pierwszym naszym przystankiem na Filipinach była wyspa Boracay, gdzie spędziliśmy kolejne dwa dni. Noclegi mieliśmy w uroczym, bambusowym Spider House, zbudowanym na klifie. Widok na morze nie do opisania, woda ciepła, przeźroczysta, przepiękne białe plaże. Odwiedziliśmy arenę walk kogutów (to narodowy sport Filipińczyków, dla nas niezrozumiały, ale wpisany w codzienne życie tubylców), przepłynęliśmy łodzią żaglową Red Pirates na plażę Puka, odwiedziliśmy najwyższy punkt na wyspie – wzgórze Luho i wietrzną, pełną kitesurfingowców plażę Bulabog. Następnym punktem naszej wyprawy było miasto Cebu na wyspie o tej samej nazwie - z krzyżem Magellana, Bazyliką Dzieciątka Jezus i fortem San Pedro. Godna polecenia jest wyspa Bohol z urokliwymi Czekoladowymi Wzgórzami, rezerwatem mini stworzonek: waraków i rejsem statkiem-restauracją pływającą po rzece Loboc w filipińskiej dżungli. Nie zapomnimy małej wyspy Pamilacan i spotkania z dziesiątkami delfinów u jej brzegu. Kolejnym punktem naszego pobytu była niesamowita, wulkaniczna wyspa Camiguin z wodospadem Tuasan i uśpionym wulkanem Hibok Hibok. Trzy kolejne dni spędziliśmy na wyspie Palawan. Rejs Podziemną Rzeką i pobyt w El Nido – rajskim miejscu dla tych, co kochają wodę: urocze laguny, ukryte w skałach rafy koralowe, zagubione na morzu wysepki. Aż żal było stamtąd wyjeżdżać. Polecieliśmy do Manili i tam czekała nas jeszcze jedna atrakcja: całodzienna wycieczka do jeziora Pinatubo w kraterze wulkanu. Ostatni dzień naszego pobytu na Filipinach spędziliśmy w zatłoczonej, parnej Manili, spacerując po parku Luneta i poznając historię kraju. Cały powyższy program zawdzięczamy autorskiemu projektowi Jarka Czakańskiego  - podróżnika, organizatora wycieczek, pilota i wspaniałego towarzysza podróży. Pokazał nam Filipiny (a właściwie niewielki skrawek tego pięknego kraju) nie tylko od strony krajoznawczej, ale również kulinarnej, zabierając nas na targi nocne z rybami i owocami morza i do sobie tylko znanych lokalnych knajpek. Bardzo dziękujemy za wspólny pobyt i mamy nadzieję, że jeszcze uda nam się wspólnie wyjechać na koniec świata. Serdecznie polecamy!

Autor: Halina Szymanik, Styczeń 2018

Filipiny

Na wycieczkę na Filipiny wybraliśmy się w listopadzie. W Polsce ciemno, zimno i mokro, a tam ciepło, jasno i przyjemnie. Wprawdzie prognozy straszyły nas, że może padać, ale szczęśliwie deszcze i tropikalne burze nie zakłóciły nam pobytu. Po dość długim locie (przez Dubaj) dotarliśmy do Hongkongu. Dwa wieczory i jeden dzień nie pozwoliły nam na lepsze poznanie tego przeogromnego miasta, ale zobaczyliśmy i betonowy Hongkong, zabudowany do granic możliwości, pełen futurystycznych wieżowców i 70-metrowych budynków mieszkalnych, i jego zieloną stronę, z kolejką linową na wyspę Lantau i górującym nad wszystkim i wszystkimi Wielkim Posągiem Buddy – Tian Tan. Pierwszym naszym przystankiem na Filipinach była wyspa Boracay, gdzie spędziliśmy kolejne dwa dni. Noclegi mieliśmy w uroczym, bambusowym Spider House, zbudowanym na klifie. Widok na morze nie do opisania, woda ciepła, przeźroczysta, przepiękne białe plaże. Odwiedziliśmy arenę walk kogutów (to narodowy sport Filipińczyków, dla nas niezrozumiały, ale wpisany w codzienne życie tubylców), przepłynęliśmy łodzią żaglową Red Pirates na plażę Puka, odwiedziliśmy najwyższy punkt na wyspie – wzgórze Luho i wietrzną, pełną kitesurfingowców plażę Bulabog. Następnym punktem naszej wyprawy było miasto Cebu na wyspie o tej samej nazwie - z krzyżem Magellana, Bazyliką Dzieciątka Jezus i fortem San Pedro. Godna polecenia jest wyspa Bohol z urokliwymi Czekoladowymi Wzgórzami, rezerwatem mini stworzonek: waraków i rejsem statkiem-restauracją pływającą po rzece Loboc w filipińskiej dżungli. Nie zapomnimy małej wyspy Pamilacan i spotkania z dziesiątkami delfinów u jej brzegu. Kolejnym punktem naszego pobytu była niesamowita, wulkaniczna wyspa Camiguin z wodospadem Tuasan i uśpionym wulkanem Hibok Hibok. Trzy kolejne dni spędziliśmy na wyspie Palawan. Rejs Podziemną Rzeką i pobyt w El Nido – rajskim miejscu dla tych, co kochają wodę: urocze laguny, ukryte w skałach rafy koralowe, zagubione na morzu wysepki. Aż żal było stamtąd wyjeżdżać. Polecieliśmy do Manili i tam czekała nas jeszcze jedna atrakcja: całodzienna wycieczka do jeziora Pinatubo w kraterze wulkanu. Ostatni dzień naszego pobytu na Filipinach spędziliśmy w zatłoczonej, parnej Manili, spacerując po parku Luneta i poznając historię kraju. Cały powyższy program zawdzięczamy autorskiemu projektowi Jarka Czakańskiego  - podróżnika, organizatora wycieczek, pilota i wspaniałego towarzysza podróży. Pokazał nam Filipiny (a właściwie niewielki skrawek tego pięknego kraju) nie tylko od strony krajoznawczej, ale również kulinarnej, zabierając nas na targi nocne z rybami i owocami morza i do sobie tylko znanych lokalnych knajpek. Bardzo dziękujemy za wspólny pobyt i mamy nadzieję, że jeszcze uda nam się wspólnie wyjechać na koniec świata. Serdecznie polecamy!

Autor: Halina Szymanik, Styczeń 2018

Japonia

Moje 10 dni i Japoni to niezapomniane wrazenia wielkich miast:Tokio,Kyoto Hiroszima...nowoczesnosc i historia, takze ta tragiczna. Japonia zafascynowala mnie unikalna mieszanka tradycji z najnowsza technologia, porzadkiem w mega metropoliach i harmonia. Byly geisze,sake, noc w ryokanie i oczywiscie najlepsze sushi na swiecie!Bez watpienia kraj warty zobaczenia. Jesli ma sie szczescie zobaczyc go z doskonalym przewodnikiem, najlepiej w porze kwitnienia wisni zapewniam,bedzie to nadwyczajna podroz!

Autor: Justyna Gwizdala, Styczeń 2018

USA

Zwiedzić Stany Zjednoczone - to marzenie towarzyszyło mi od zawsze. Ale jak zobaczyć w ciągu 23 dni: Los Angeles, San Francisco, Las Vegas, Salt Lake City, Chicago, Filadelfię, Waszyngton, Nowy Jork, a do tego oszałamiające cuda natury: Yosemite, Dolinę Śmierci, Wielki Kanion, Łuki Skalne, Grand Teton, Yellowstone, Kanion Antylop, Monument Valley, Badlands, nieziemski park Bryce, Niagarę…(a to nie koniec). Okazało się, że to się da zrealizować! Jarek Czakański jest wręcz genialnym organizatorem - zaplanować TAKĄ trasę, z taką ilością punktów „obowiązkowych”, spełnić wszystkie obietnice (bez najmniejszego odstępstwa od zaproponowanego planu!) … O nie, przepraszam, były jeszcze extra radości: Dolina Krzemowa i odwiedziny w Google i Stanford Uv., niezapomniane koncerty: bluesowy w klimatycznej knajpie w San Francisco, u Mormonów w Salt Lake City, jazzowy w kultowym klubie w Chicago. Wioząc nas samochodem prawie 10 tysięcy kilometrów, robił to jednakowo mistrzowsko, czy to na bezdrożach ogromnych parków narodowych, czy w centrum Nowego Jorku. Niech jako ostateczny dowód na wręcz niezwykłe umiejętności i przymioty Jarka posłuży zdarzenie w Yellowstone. Na wybuchający z różną, trudną do przewidzenia częstotliwością gejzer Old Faithful tłumy czekają cierpliwie godzinami. No ale kiedy przychodzi Jarek ze swoją grupą gejzer wybucha jak na komendę… a nawet powtarza swój spektakl, gdy mijamy go kończąc zwiedzanie parku. To kiedy Jarku organizujesz następny wyjazd?

Autor: Ania Sowińska, Październik 2016

Filipiny

O Filipinach marzyłem od dawna ale jakoś terminowo nie zagrało. I wreszcie się udało. Jarka Czakańskiego znałem już z wyjazdu na Sri Lankę, więc wiedziałem, że będzie super. I oczywiście nie zawiodłem się - Jarek jest pilotem, który swoją osobą gwarantuje, że wyjazd pod każdym względem będzie udany. Oprócz realizacji bardzo różnorodnego programu Jarek zawsze dołoży jakąś perełkę dodatkowo. Tak było na Sri Lance i tak było na Filipinach. Jak to robi mimo bardzo napiętego czasowo programu? Pełen profesjonalizm i doświadczenie. O doświadczeniu Jarka  i płynących z tego korzyściach przekonaliśmy się  płynąc podziemną rzeką. Przybyliśmy na miejsce jako jedni z pierwszych. I to był strzał w dziesiątkę. Gdy wracając ujrzeliśmy olbrzymie kolejki do łodzi dotarło do nas, że zaoszczędziliśmy czasowo pół dnia. Jarek nie tylko dba o pełną realizację programu. Długo by o tym  pisać. Ja chciałbym podkreślić coś zupełnie innego. Jarek dba o coś, czego nie można zobaczyć na nawet najpiękniejszych filmach i zdjęciach. Proponuje nam niezapomniane smaki, zapachy i coś nieuchwytnego, coś co sprawia, że tak mocno czuje się klimat każdego miejsca. Na Boracay to nie tylko  rejs Czerwonym Piratem na wspaniały zachód słońca, wspaniała, klimatyczna kolacja na nocnym targu z owocami morza, ale też i długie nocne godziny w pubie "Czerwony Pirat" gdzie przy nastrojowej muzyce spotykają się podróżnicy z różnych stron świata.  I tak było wszędzie: na tarasie schroniska w Batad w otoczeniu tarasów ryżowych, na Camiguin, na wyspach archipelagu Bacuit i w klimatycznej, wieczornej Manili. I za to "coś" szczególnie chciałbym podziękować Jarkowi i jestem przekonany, że pod tymi słowami podpisują się inni uczestnicy wyjazdu.

Autor: Adam Górnicki, Luty 2016